środa, 5 lutego 2014

o tym co u mnie

Dziś trochę o tym co u mnie. Choć tak naprawdę staram się wykombinować coś świeżego dla tego bloga. Mam ochotę odejść od typowego pamiętnika, ale jeszcze nie wiem na rzecz czego to odejście miałoby być. Choć bloguję od dawna, to ostatnio zauważam prawdziwy wysyp blogów. Takich dość przemyślanych, profesjonalnych, zarabiających na siebie i swoich właścicieli. Zdecydowanie nie pójdę w stronę modowych trendów "by kasia tusk and company" hehe Ale też nie wiem czy jest sens tworzyć kolejny blog w stylu - komentuje wszystko ze świata i kraju - w którym dziś powinnam chyba zamieścić notkę pełną wyjaśniania słowa gender albo oburzenia na ruszającą z pełną siłą kampanią trój-wyborczą.
Zobaczymy...

W nowy rok weszłam bezrobotna, a dokładnie zyskałam status osoby bezrobotnej bez prawa do zasiłku z dniem 02.01.2014 r. Musiałam mieć przerwę zanim w lutym znów będę sekretarką w urzędzie na pół etatu. Także dalej jest coś...ale tak naprawdę nic. Nie wiem czy ktoś jest wstanie sobie wyobrazić jakie to frustrujące.
Nadal mam świetnego męża, a moje małżeństwo "żyje i rozwija się". Mój synek wyrósł na pięknego i mądrego dwulatka, choć swoje potrzeby fizjologiczne wciąż załatwia od razu kiedy nadchodzą. Także temat przewodni mojego wychowywania w obecnej fazie brzmi - odpieluszkowywanie. Wszystko przyjdzie z czasem, jeśli tylko pozwolę mu się tego nauczyć. Za to rozmawia jak rasowy przedszkolak, śpiewa piosenki, deklamuje wierszyki, tańczy krakowiaczka, gada i gada i gada :D
W moim życiu duchowym jest pewna stagnacja. Żałoba niedługo się kończy, cierpienie i refleksje na temat przemijania odchodzą, ale na razie tej pustki nie wypełnia nic konkretnego. Może właśnie taki spokój jest mi teraz potrzebny. Chociaż ten wpis http://skrzydlatylew.blogspot.com/2014/01/znacie-opowiesc-o-hiobietak-tym-z.html#comment-form trąci chyba nową iskrą.
Maj 2014 to dwa duże wydarzenia w naszym rodzinnym życiu. Pech chciał, że nie tylko wypadają one w jednym miesiącu, ale dosłownie w jednym dniu... Ślub "normalny" siostry męża i ślub zakonny mojej siostry. Jakoś to pogodzę, jak nie ja to kto :D i oczywiście schudnę ( tym razem naprawdę .. tak sądzę.. na pewno.. jak zwykle ... uda mi się ... chciałabym ) hehe




3 komentarze:

  1. Pogodzisz... My kobiety nie z takimi problemami ju sobie radziłyśmy :) Tylko trzeba dobrze nad tym pokombinować i się uda,
    a co do reszty,.... odchudzania... to wiara, wiara, wiara i silna wola :) oraz wsparcie męża... a widzę że Ty to wszystko masz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesujący blog! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń